XXXII NIEDZIELA ZWYKŁA – 10.11.2024 r.
Z Ewangelii wg św. Marka
Jezus, nauczając rzesze, mówił: «Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok». Potem, usiadłszy naprzeciw skarbony, przypatrywał się, jak tłum wrzucał drobne pieniądze do skarbony. Wielu bogatych wrzucało wiele. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwa pieniążki, czyli jeden grosz. Wtedy przywołał swoich uczniów i rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała na swe utrzymanie». Mk 12, 38‑44
„CAŁE SWE UTRZYMANIE”
W czasie wspinaczki górskiej w Himalajach dwóch alpinistów utknęło w ścianie. Gwałtowna zmiana pogody uniemożliwiła akcję ratunkową. Bezradni, czekali na wybawienie. Mieli dość czasu, by zrobić dokładny rachunek sumienia. Życie ich wisiało na włosku, wszystko zależało od wytrzymałości liny i pogody. Jeden wybiegał myślą do rodzinnego domu, gdzie czekała na niego żona i dwoje dzieci, drugi wiedział, że nikt na niego nie czekał. Był samotnym człowiekiem. I właśnie on miał ze sobą tabliczkę czekolady. Jedyny pokarm, jaki posiadali. Drugi nie miał nic. Pod koniec dnia właściciel czekolady postanowił podać połowę tabliczki koledze. Sam udał, że je, a w rzeczywistości swoją połowę zostawił na jutro. W drugim dniu wieczorem połamał tę połowę i część podał koledze. Sam nie wziął nic do ust. W trzecim dniu oddał mu resztę. Wyszedł z założenia, że kolega jako mąż i ojciec winien mieć większą szansę przeżycia tej przygody. On, skoro nikt na niego nie czeka, może umrzeć. Czwartego dnia pogoda się poprawiła i koledzy dotarli do nich niosąc ratunek. Wrócili z wyprawy szczęśliwie. Ale ten, który oddał swą czekoladę koledze, wrócił inny. Odkrył, na czym polega tajemnica dobroci. Zawsze mu się wydawało, że dobroć polega na przekazaniu innym tego, co mamy w nadmiarze. Teraz odkrył, że dobroć polega na podzieleniu się ostatnią kromką chleba. To jest troska o cudze dobro wyrażona w geście ofiary, w oddaniu tego, co człowiek potrzebuje. Trzeba przekroczyć granice własnej miłości i objąć troską drugiego. Taki gest świadczy o wielkości człowieka.
Tę właśnie postawę pochwala Jezus, gdy zwraca uwagę Apostołom na ubogą wdowę, która wrzuciła do świątynnej skarbony dwa pieniążki. „Wrzuciła najwięcej ze wszystkich, którzy kładli do skarbony. Wszyscy bowiem wrzucali z tego, co im zbywało; ona zaś ze swego niedostatku wrzuciła wszystko, co miała, całe swe utrzymanie”. Przekroczyła dla Boga granicę swej miłości własnej. Ponieważ uczyniła to dla Boga, wyraziła w tym geście całą swoją miłość. Została bez środków do życia, oddała Bogu wszystko.
Przy naszym wyrachowanym myśleniu, wielu taką kobietę uznałoby za nieroztropną. My bowiem widzimy w jej dłoni pieniądz i jej pusty żołądek, a nie dostrzegamy serca. Bóg zaś spogląda w serce i zna wielkość czynu, w którym człowiek potrafi przekroczyć bariery miłości własnej. Bóg raduje się ze wzrostu serca. Wspomniany na początku alpinista z perspektywy czasu odkrył, że groźna sytuacja, w jakiej się znalazł, była tylko narzędziem w ręku Boga dla ułatwienia mu odkrycia tajemnicy dobroci. Dostrzegł, że dla ludzkiego serca nawet sprawiedliwość jest za mała. Ono rośnie dopiero wówczas, gdy zdobywa się na gesty bezinteresownej dobroci. Sprawiedliwość jest wyrachowana, utrzymuje człowieka w świecie liczb, dopiero bezinteresowna dobroć daje sercu prawdziwą wolność.
Spotykając ewangeliczną wdowę należy postawić dwa pytania: Ile rzeczy moglibyśmy oddać z tego, co nam zbywa? Do życia nie potrzeba za wiele. W jakiej sytuacji potrafimy podzielić się z innymi tym, co jest naszym utrzymaniem?
Ewangelia zdumiewająca jest ze względu na zawartą w niej wielkość skali różnorodnych sytuacji, w jakich może znaleźć się człowiek. Trzeba spokojnie usiąść z Jezusem obok skarbony świątynnej i wysłuchać Jego pouczenia o ubogiej wdowie. Jest to świetny wykład na temat przeciwległego bieguna materializmu. Trzeba z wdową i jej groszem zestawić pouczenie Jezusa o wielbłądzie i uchu igielnym. Dwa bieguny tej samej rzeczywistości. Młodzieniec odszedł od Jezusa smutny, bo miał majątku wiele, a serce niezdolne do przekroczenia bariery miłości własnej. Uboga wdowa odeszła ze świątyni głodna, lecz z sercem bogatszym niż cała świątynna skarbona. To nie przypowieść, to konkretny człowiek, uboga wdowa objawiająca wolność od jakiejkolwiek formy materializmu. W Ewangelii doskonalszy w ubóstwie od niej jest tylko Chrystus, oddający przed ukrzyżowaniem swą szatę.
Ewangelia mówi o konkretnych sytuacjach, o ludziach, którzy realizowali ideał życia religijnego i sięgali po szczyty dojrzałości człowieka. Uboga wdowa to żywy komentarz do wszystkich wypowiedzi Jezusa na temat ubóstwa i wolności ludzkiego serca od dóbr tego świata.
Ks. Edward Staniek