Previous Next Play Pause

Rozważania

Adoracja

1%

Pielgrzymka

A A A

Desiderio desideravi

Tłumaczenie nieoficjalne.

Gorąco pragnąłem spożyć Paschę z wami, zanim będę cierpiał.Łk 22,15
 

  1. Moi najdrożsi bracia i siostry, tym listem pragnę dotrzeć do was wszystkich - napisałem już tylko do biskupów po opublikowaniu Motu Proprio Traditionis custodes - i piszę, aby podzielić się z wami kilkoma refleksjami na temat liturgii, wymiaru fundamentalnego dla życia Kościoła. Temat jest rozległy i zawsze zasługuje na uważne rozważenie w każdym z jego aspektów. Mimo to tym listem nie zamierzam traktować tej kwestii w sposób wyczerpujący. Po prostu pragnę dać kilka wskazówek lub propozycji do refleksji, które mogą pomóc w kontemplacji piękna i prawdy chrześcijańskiej celebracji.

    Liturgia: „dziś” historii zbawienia

  1. „Gorąco pragnąłem spożyć tę Paschę z wami, zanim będę cierpiał” (Łk 22,15). Te słowa Jezusa, którymi rozpoczyna się opis Ostatniej Wieczerzy, są szczeliną, przez którą otrzymujemy zaskakującą szansę poznania głębi miłości osób Trójcy Przenajświętszej do nas.

  1. Piotr i Jan zostali wysłani, aby przygotować spożywanie tej Paschy, ale w rzeczywistości całe stworzenie, cała historia - która w końcu była bliska objawienia się jako historia zbawienia - była ogromnym przygotowaniem do tej wieczerzy. Piotr i inni są obecni przy tym stole - nieświadomi, a jednak potrzebni. Niezbędni, ponieważ każdy dar, aby był darem, musi mieć kogoś, kto go otrzyma. W tym przypadku dysproporcja między ogromem daru a małością tego, kto go otrzymuje, jest nieskończona i nie może nas nie zaskoczyć. Niemniej jednak, dzięki miłosierdziu Pana, dar zostaje powierzony Apostołom, aby mógł zostać zaniesiony każdemu mężczyźnie i każdej kobiecie.

  1. Nikt nie zasłużył sobie na miejsce na tej wieczerzy. Wszyscy zostali zaproszeni. Albo jeszcze lepiej jest powiedzieć: wszyscy zostali tam przyciągnięci przez palące pragnienie, aby Jezus mógł z nimi spożyć tę Paschę. On wie, że jest Barankiem tej wieczerzy paschalnej; wie, że jest Paschą. To jest absolutna nowość, absolutna oryginalność tej Wieczerzy, jedyna naprawdę nowa rzecz w historii, która czyni tę Wieczerzę wyjątkową i dlatego niepowtarzalną. Niemniej jednak jego nieskończone pragnienie przywrócenia tej komunii z nami, która była i pozostaje jego pierwotnym zamysłem, nie zostanie zaspokojone, dopóki każdy mężczyzna i kobieta z każdego pokolenia, języka, ludu i narodu (Ap 5,9) nie będą jeść Jego Ciała i nie będą pić Jego Krew. I z tego powodu ta sama wieczerza będzie obecna w celebracji Eucharystii aż do Jego powrotu.

  1. Świat wciąż o tym nie wie, ale wszyscy są zapraszani na ucztę godów Baranka (Ap 19,9). Aby zostać dopuszczonym do uczty, wystarczy szata weselna wiary, która pochodzi ze słuchania Jego Słowa (por. Rz 10,17). Kościół szyje taką szatę, aby każdemu pasowała do bieli szaty skąpanej we krwi Baranka (Ap 7,14). Nie możemy pozwolić sobie na choćby chwilę wytchnienia, wiedząc, że wciąż nie wszyscy otrzymali zaproszenie na tę Wieczerzę lub wiedząc, że inni o niej zapomnieli lub pogubili się na drogach - w zawiłościach ludzkiego życia. O tym właśnie mówiłem, kiedy powiedziałem: „Marzę o wyborze misyjnym, zdolnym przemienić wszystko, aby zwyczaje, style, rozkład zajęć, język i wszystkie struktury kościelne stały się odpowiednim kanałem bardziej do ewangelizowania dzisiejszego świata niż do zachowania stanu rzeczy” (Evangelii Gaudium, 27). Chcę, aby wszyscy mogli zasiąść na wieczerzy ofiary Baranka i żyć Nim.

  1. Przed naszą odpowiedzią na Jego zaproszenie - oby jak najszybszą! - wpierw jest Jego pragnienie nas. Możemy nawet nie zdawać sobie z tego sprawy, ale za każdym razem, gdy idziemy na mszę, pierwszym powodem jest to, że pociąga nas tam Jego pragnienie. Z naszej strony możliwą odpowiedzią - która jest również najbardziej wymagającą ascezą - jest, jak zawsze, poddanie się tej miłości, pozwolenie, aby być pociągniętym przez Niego. Rzeczywiście, każde przyjęcie Komunii Ciała i Krwi Chrystusa było przez Niego pożądane już w Ostatniej Wieczerzy.

  1. Treścią łamanego chleba jest krzyż Jezusa, Jego ofiara posłuszeństwa z miłości do Ojca. Gdybyśmy nie mieli Ostatniej Wieczerzy, to znaczy, gdybyśmy nie mieli rytualnego antycypowania Jego śmierci, nigdy nie bylibyśmy w stanie pojąć, jak przeprowadzenie Jego skazania na śmierć mogło być w rzeczywistości aktem doskonałego uwielbienia, przyjemnego Ojcu, jedynym prawdziwy aktem kultu, jedyną prawdziwą liturgią. Zaledwie kilka godzin po wieczerzy apostołowie mogli zobaczyć krzyż Jezusa - gdyby mogli unieść ciężar wypowiadanych przez Jezusa słów „ciało wydane”, „krew wylana”. To jest to, o czym wspominamy w każdej Eucharystii. Kiedy Zmartwychwstały powraca z martwych, aby łamać chleb dla uczniów w Emaus i dla swoich uczniów, którzy wrócili do łowienia ryb (a nie dla ludzi na Jeziorze Galilejskim), to ten gest łamania chleba otwiera im oczy. Uzdrawia ich ze ślepoty zadanej horrorem krzyża i sprawia, że są w stanie „zobaczyć” Zmartwychwstałego, uwierzyć w Zmartwychwstanie.

  1. Gdybyśmy jakimś cudem przybyli do Jerozolimy po Zesłaniu Ducha Świętego i poczuli pragnienie nie tylko posiadania informacji o Jezusie z Nazaretu, ale raczej pragnienie, aby móc się z nim jeszcze spotkać, nie mielibyśmy innej możliwości niż odszukać Jego uczniów w taki sposób, że moglibyśmy usłyszeć Jego słowa i zobaczyć Jego gesty - bardziej żywe niż kiedykolwiek. Nie mielibyśmy innej możliwości prawdziwego spotkania z Nim poza wspólnotą, która celebruje. Dlatego Kościół zawsze ochraniał, jako swój najcenniejszy skarb, przykazanie Pana: „Czyńcie to na moją pamiątkę”.

  1. Kościół od początku miał świadomość, że nie chodzi o przedstawienie, choćby najświętsze, Wieczerzy Pańskiej. Nie miałoby to sensu i nikt nie mógłby pomyśleć o „wystawieniu przedstawienia” - zwłaszcza na oczach Maryi, Matki Pana - tego najwyższego momentu życia Mistrza. Kościół od samego początku pojął, oświecony Duchem Świętym, to, co było widzialne w Jezusie, co można było zobaczyć oczami i dotknąć rękami, Jego słowa i Jego gesty, konkret wcielonego Słowa - wszystko z Niego przeszło na celebrację sakramentów[1].

    Liturgia: miejsce spotkania z Chrystusem

  1. W tym tkwi całe potężne piękno liturgii. Gdyby zmartwychwstanie było dla nas koncepcją, ideą, myślą; gdyby Zmartwychwstały był dla nas wspomnieniem wspomnień innych, jakkolwiek autorytatywnych, jak na przykład Apostołów; gdyby nie dana była także i nam możliwość prawdziwego spotkania z Nim, to oznaczałoby to, że nowość Słowa, które stało się ciałem, zostało całkowicie zużyte. Zamiast tego Wcielenie, oprócz tego, że jest jedynym zawsze nowym wydarzeniem, jakie zna historia, jest również metodą, którą Trójca Święta wybrała, aby otworzyć nam drogę komunii. Wiara chrześcijańska jest albo spotkaniem z Nim żywym, albo nie istnieje.

  1. Liturgia gwarantuje nam możliwość takiego spotkania. Niejasne wspomnienie Ostatniej Wieczerzy nic by nam nie dało. Musimy być obecni na tej wieczerzy, aby móc słyszeć Jego głos, spożywać Jego Ciało i pić Jego Krew. Potrzebujemy Go. W Eucharystii i we wszystkich sakramentach mamy zagwarantowaną możliwość spotkania z Panem Jezusem i dotarcia do nas mocy Jego Misterium Paschalnego. Zbawcza moc ofiary Jezusa, każde Jego słowo, każdy gest, spojrzenie i uczucie dociera do nas poprzez sprawowanie sakramentów. Jestem Nikodemem, Samarytanką przy studni, opętanym przez demony mężczyzną w Kafarnaum, paralitykiem w domu Piotra, grzeszną kobietą ułaskawioną, kobietą dotkniętą krwotokami, córką Jaira, niewidomym z Jerycha, Zacheuszem, Łazarzem, łotrem i Piotrem, którzy doznali przebaczenia. Pan Jezus, który już nie umiera, który żyje wiecznie ze znakami swojej męki[2], nadal nam przebacza, uzdrawia nas, zbawia mocą sakramentów. Miłuje nas w konkretny sposób, poprzez swoje wcielenie. Jest to sposób, w jaki zaspokaja własne pragnienie nas, które zadeklarował na krzyżu (J 19,28).

  1. Nasze pierwsze spotkanie z Jego czynem paschalnym to wydarzenie, które naznacza życie wszystkich wierzących: nasz chrzest. Nie jest to mentalne przylgnięcie do jego myśli ani zgoda na narzucony przez Niego kodeks postępowania. Jest to raczej istota pogrążona w swojej męce, śmierci, zmartwychwstaniu i wniebowstąpieniu, istota pogrążona w swoim paschalnym czynie. To nie magia. Magia jest przeciwieństwem logiki sakramentów, ponieważ magia udaje władzę nad Bogiem i z tego powodu pochodzi od Kusiciela. W doskonałej ciągłości z Wcieleniem, na mocy obecności i działania Ducha, dana jest nam możliwość umierania i zmartwychwstania w Chrystusie.

  1. Jak jest wzruszające to, jak to się dzieje. Modlitwa o błogosławieństwo wody chrzcielnej[3] objawia nam, że Bóg stworzył wodę właśnie z myślą o Chrzcie. Oznacza to, że kiedy Bóg stwarzał wodę, myślał o chrzcie każdego z nas i ta sama myśl towarzyszyła Mu przez całe Jego działanie w historii zbawienia za każdym razem, gdy w sprecyzowanej intencji używał wody do swego zbawczego dzieła. To tak, jakby po stworzeniu wody chciał ją udoskonalić, czyniąc ją w końcu wodą chrztu. Dlatego chciał napełnić ją działaniem swego Ducha unoszącego się nad powierzchnią wód (Rdz 1,2), aby zawierała ukrytą w mocy moc uświęcania. Używał wody, aby odrodzić ludzkość podczas potopu (Rdz 6,1-9,29). Kontrolował ją, oddzielając ją, by otworzyć drogę wolności przez Morze Czerwone (por. Wj 14). Poświęcił ją w Jordanie, zanurzając w niej ciało Słowa nasączonego Duchem (por. Mk 3,13-17; Mk 1,9-11; Łk 3,21-22) i poprzez śmierć Baranka zabitego za nas, z którego przebitego boku wylał ją na nas (J 19,34). I to w tej wodzie zostaliśmy zanurzeni, abyśmy dzięki jej mocy mogli zostać włączeni w Ciało Chrystusa i wraz z Nim zmartwychwstać do życia nieśmiertelnego (por. Rz 6,1-11).

    Kościół: Sakrament Ciała Chrystusa

  1. Jak przypomniał nam Sobór Watykański II (por. Sacrosanctum Concilium, 5), cytując Pismo Święte, Ojców i Liturgię - filary autentycznej Tradycji - to z boku Chrystusa, który zasnął snem śmierci na krzyżu, wyszedł „cudowny sakrament całego Kościoła”[4]. Paralela między pierwszym Adamem a nowym Adamem jest uderzająca: jak z boku pierwszego Adama, po zanurzeniu go w głębokim śnie, Bóg stwarza Ewę, tak też z boku nowego Adama śpiącego snem śmierci na krzyżu rodzi się nowa Ewa, Kościół. Zdziwienie dla nas tkwi w słowach, które możemy sobie wyobrazić, że nowy Adam uczynił swoimi, patrząc na Kościół: „Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała” (Rdz 2,23). Ponieważ uwierzyliśmy w Jego Słowo i zstąpiliśmy do wód chrztu, staliśmy się kością z Jego kości i ciałem z Jego ciała.

  1. Bez tego wcielenia nie ma możliwości życia w pełni kultu Boga. W rzeczywistości jest tylko jeden akt kultu, doskonały i przyjemny Ojcu; mianowicie posłuszeństwo Syna, którego miarą jest Jego śmierć na krzyżu. Jedyną możliwością uczestniczenia w Jego ofierze jest stanie się „synami w Synu”. To jest dar, który otrzymaliśmy. Podmiotem działającym w Liturgii jest zawsze i tylko Chrystus-Kościół, mistyczne Ciało Chrystusa.

    Teologiczny sens liturgii

  1. Zawdzięczamy soborowi - i ruchowi liturgicznemu, który go poprzedził - ponowne odkrycie teologicznego rozumienia liturgii i jej znaczenia w życiu Kościoła. Ponieważ ogólne zasady sformułowane w Sacrosanctum Concilium były fundamentalne dla reformy liturgii, nadal są fundamentalne dla promowania tej pełnej, świadomej, aktywnej i owocnej celebracji (por. Sacrosanctum Concilium, 11,14) liturgii „pierwszego i nieodzownego źródła, z którego wierni mają czerpać prawdziwego ducha chrześcijańskiego” (Sacrosanctum Concilium, 14). Tym listem pragnę po prostu zachęcić cały Kościół do ponownego odkrycia, ochrony i życia prawdą i mocą chrześcijańskiej celebracji. Pragnę, aby piękno celebracji chrześcijańskiej i jej konieczne konsekwencje dla życia Kościoła nie zostały zepsute przez powierzchowne i krótkowzroczne zrozumienie jej wartości lub, co gorsza, przez wykorzystanie jej w służbie jakiejś ideologii, bez względu na jakąkolwiek skrajność. Arcykapłańska modlitwa Jezusa podczas Ostatniej Wieczerzy, aby wszyscy stanowili jedno (J 17,21) osądza każdy nasz podział wokół złamanego Chleba, wokół sakramentu miłosierdzia, znaku jedności, więzów miłości[5].

    Liturgia: antidotum na truciznę duchowej światowości

  1. Przy różnych okazjach ostrzegałem przed niebezpieczną pokusą dla życia Kościoła, którą nazwałem „światowością duchową”. Mówiłem o tym obszernie w adhortacji Evangelii gaudium (93-97), wskazując gnostycyzm i neopelagianizm jako dwie połączone ze sobą wersje, które zasilają tę duchową światowość.

    Pierwsza zawęża wiarę chrześcijańską do subiektywizmu, który „ostatecznie zostaje zamknięty w immanencji swojego własnego rozumu lub swoich uczuć” (EG 94). Druga niweluje rolę łaski i „otwiera pole dla narcystycznego i autorytarnego elitaryzmu, gdzie zamiast ewangelizować, analizuje się i krytykuje innych i zamiast ułatwiać dostęp do łaski, traci się energię na kontrolowanie” (EG 94).Te zniekształcone formy chrześcijaństwa mogą mieć katastrofalne skutki dla życia Kościoła.

  1. Z tego, co przypomniałem powyżej, jasno wynika, że liturgia jest ze swej natury najskuteczniejszym antidotum na te trucizny. Oczywiście mówię o liturgii w jej teologicznym sensie, a już na pewno nie, jak już stwierdził Pius XII, liturgii jako dekoracyjnej ceremonii lub zwykłej sumie praw i nakazów, które rządzą kultem[6].

  1. Jeśli gnostycyzm odurza nas trucizną subiektywizmu, celebracja liturgiczna uwalnia nas z więzienia samoodniesienia karmionego własnym rozumowaniem i własnym uczuciem. Działanie celebracji nie należy do jednostki, ale do Chrystusa-Kościoła, do ogółu wiernych zjednoczonych w Chrystusie. Liturgia nie mówi „ja”, ale „my”, a wszelkie ograniczenia horyzontu tego „my” są zawsze demoniczne. Liturgia nie pozostawia nas samych w poszukiwaniu indywidualnej, rzekomej wiedzy o tajemnicy Boga. Raczej bierze nas za rękę, razem, jako zgromadzenie, aby wprowadzić nas w głąb tajemnicy, którą objawia nam Słowo i znaki sakramentalne. A czyni to zgodnie z wszelkim działaniem Boga, idąc drogą Wcielenia, czyli za pomocą symbolicznego języka ciała, który rozciąga się na rzeczy w przestrzeni i czasie.

  1. Jeśli neopelagianizm upaja nas domniemaniem zbawienia zarobionego własnym wysiłkiem, to celebracja liturgiczna oczyszcza nas, głosząc darmowość daru zbawienia otrzymanego z wiarą. Uczestnictwo w Ofierze eucharystycznej nie jest naszym własnym osiągnięciem, tak jakbyśmy mogli chlubić się przed Bogiem lub naszymi braćmi i siostrami. Początek każdej celebracji przypomina mi, kim jestem, prosząc mnie o wyznanie grzechu i wzywając do błagania Najświętszej Maryi Panny zawsze Dziewicy, aniołów i świętych oraz wszystkich moich braci i sióstr o modlitwę za mnie do Pana Boga naszego. Z pewnością nie jesteśmy godni wejść do Jego domu; potrzebujemy Jego słowa, aby zostać zbawionym (por. Mk 8,8). Nie mamy innej chluby, jak tylko krzyż naszego Pana Jezusa Chrystusa (por. Ga 6,14). Liturgia nie ma nic wspólnego z moralizmem ascetycznym. Jest to dar Misterium Paschalnego Pana, który przyjmowany z posłuszeństwem czyni nowe życie. Do Wieczernika nie wchodzi się inaczej, jak tylko dzięki sile pociągu jego pragnienia spożywania Paschy z nami: Desiderio desideravi hoc Pascha manducare vobiscum, antequam patiar (Łk 22,15).

    Codziennie odkrywanie na nowo piękna prawdy chrześcijańskiej celebracji

  1. Ale musimy być ostrożni: aby antidotum na liturgię było skuteczne, musimy codziennie odkrywać na nowo piękno prawdy chrześcijańskiej celebracji. Odwołuję się jeszcze raz do sensu teologicznego, jak Sacrosanctum Concilium w numerze 7 to pięknie opisuje: Liturgia jest kapłaństwem Chrystusa, objawionym nam i danym w Jego Misterium Paschalnym, uobecnianym i aktywnym za pomocą znaków skierowanych do zmysłów (woda, olej, chleb, wino, gesty, słowa), aby Duch, pogrążając nas w misterium paschalnym, mógł przemienić każdy wymiar naszego życia, upodabniając nas coraz bardziej do Chrystusa.

  1. Nieustanne odkrywanie piękna Liturgii nie jest poszukiwaniem estetyki rytualnej, która zadowala się jedynie starannym przestrzeganiem obrzędu z zewnątrz lub jest zaspokajana skrupulatnym przestrzeganiem rubryk. Oczywiście przez to, co tu mówię, nie chcę w żaden sposób aprobować postawy przeciwnej, która myli prostotę z niedbałym banałem, albo to, co istotne, z ignorancką powierzchownością, a konkretność rytualnego działania z irytującym funkcjonalizmem praktycznym.

  1. Postawmy sprawę jasno: każdy aspekt celebracji musi być starannie pielęgnowany (przestrzeń, czas, gesty, słowa, przedmioty, szaty liturgiczne, śpiew, muzyka…) i wszystkie rubryki muszą być przestrzegane. Taka uwaga wystarczyłaby, aby nie okraść ze zgromadzenia tego, co mu się należy; mianowicie misterium paschalne sprawowane zgodnie z obrzędem ustanowionym przez Kościół. Ale nawet jeśli zagwarantowana byłaby jakość i prawidłowe działanie uroczystości, to nie wystarczyłoby, aby nasz udział był pełny.

    Zdumienie wobec tajemnicy paschalnej:

    zasadnicza część aktu liturgicznego

  1. Gdyby zabrakło nam zdumienia faktem, że misterium paschalne uobecnia się w konkretności znaków sakramentalnych, naprawdę zaryzykowalibyśmy nie przeniknienie oceanu łaski, który zalewa każdą celebrację. Nie wystarczą wysiłki na rzecz lepszej jakości celebracji, nawet jeśli są one godne pochwały; nie jest też wezwaniem do większej interioryzacji. Interioryzacja może narazić nas na sprowadzenie do pustej podmiotowości, o ile nie uwzględni ona objawienia chrześcijańskiej tajemnicy. Spotkanie z Bogiem nie jest owocem indywidualnego, wewnętrznego poszukiwania Go, ale jest wydarzeniem otrzymanym. Możemy spotkać Boga w nowym fakcie Wcielenia, które w Ostatniej Wieczerzy dochodzi do skrajnego punktu Jego pragnienia bycia przez nas zjedzonym. Jak może przytrafić się nam nieszczęście zdystansowania się od uroku piękna tego daru?

  1. Kiedy mówię o zdziwieniu tajemnicą paschalną, wcale nie zamierzam odnosić się do tego, co czasami wydaje mi się oznaczać niejasne wyrażenie „poczucia tajemnicy”. Czasami jest to jeden z domniemanych głównych oskarżeń przeciwko reformie liturgicznej. Mówi się, że celebracja została pozbawiona poczucia tajemnicy. Zdziwienie lub zdumienie, o którym mówię, nie jest jakimś rodzajem pokonania w obliczu niejasnej rzeczywistości lub tajemniczego rytuału. Przeciwnie, zadziwia fakt, że zbawczy plan Boga został objawiony w czynie paschalnym Jezusa (por. Ef 1,3-14), a moc tego czynu paschalnego nadal dociera do nas w celebrowaniu „tajemnic” sakramentów. Nadal prawdą jest, że pełnia objawienia ma, w odniesieniu do naszej ludzkiej skończoności, obfitość, która nas przekracza i znajdzie swoje wypełnienie na końcu czasów, kiedy Pan powróci. Ale jeśli zdziwienie jest właściwe, to nie ma ryzyka, że odmienność obecności Boga nie zostanie dostrzeżona, nawet w tej bliskości, jaką zamierza Wcielenie. Jeśli reforma wyeliminowała to niejasne „poczucie tajemnicy”, to bardziej niż powód do oskarżeń, jest to zasługa. Piękno, podobnie jak prawda, zawsze budzi zdziwienie, a gdy odniesie się je do tajemnicy Boga, skłania do adoracji.

  1. Cud jest istotną częścią aktu liturgicznego, ponieważ jest to sposób, w jaki patrzą na rzeczy ci, którzy wiedzą, że są zaangażowani w szczególny charakter gestów symbolicznych. To zadziwienie tych, którzy doświadczają mocy symbolu, która nie polega na odwoływaniu się do jakiegoś abstrakcyjnego pojęcia, ale raczej na zawieraniu i wyrażaniu w samej jego konkretności tego, co on oznacza.

    Potrzeba poważnej i żywej formacji liturgicznej

  1. Dlatego podstawowe pytanie brzmi: jak odzyskać zdolność do pełnego przeżywania czynności liturgicznej? Taki był cel reformy Soboru. Jest to wyzwanie niezwykle wymagające, ponieważ współcześni ludzie - nie we wszystkich kulturach w takim samym stopniu - utracili zdolność angażowania się w działanie symboliczne, co jest istotną cechą aktu liturgicznego.

  1. W ponowoczesności ludzie czują się jeszcze bardziej zagubieni, bez jakichkolwiek odniesień, pozbawieni wartości, ponieważ stali się obojętni, całkowicie osieroceni, żyjąc w rozdrobnieniu, w którym horyzont sensu wydaje się niemożliwy. Tym bardziej obciąża go uciążliwe dziedzictwo, jakie pozostawiła nam poprzednia epoka, polegające na indywidualizmie i subiektywizmie (co ponownie przywołuje problemy pelagiańskie i gnostyckie). Polega ona również na abstrakcyjnym spirytualizmie, który jest sprzeczny z samą naturą ludzką, ponieważ osoba ludzka jest duchem wcielonym, a zatem jako taka zdolna do symbolicznego działania i symbolicznego zrozumienia.

  1. Właśnie z tą rzeczywistością współczesnego świata Kościół, zjednoczony na soborze, chciał wejść w kontakt, potwierdzając swoją świadomość bycia sakramentem Chrystusa, Światłością narodów (Lumen gentium), oddając się pobożnemu słuchaniu Słowa Bożego (Dei Verbum) i uznając za własne radości i nadzieje (Gaudium et spes) ludzi naszych czasów. Wielkie Konstytucje Soboru nie mogą być od siebie oddzielone i nie jest przypadkiem, że ten jeden wielki wysiłek refleksji Soboru Powszechnego - który jest najwyższym wyrazem synodalności w Kościele i którego bogactwem ja wraz z wami wszystkimi, jesteśmy powołani do bycia kustoszem - rozpoczął się od refleksji nad liturgią (Sacrosanctum Concilium).

  1. Zamykając II sesję Soboru (4 grudnia 1963) św. Paweł VI wyraził się w ten sposób: „Trudne, złożone debaty przyniosły bogate rezultaty. Zakończyły jeden temat – świętej liturgii. Dokument o liturgii traktowany przed wszystkimi, bo w pewnym sensie ma pierwszeństwo przed wszystkimi innymi ze względu na swoją wewnętrzną godność i znaczenie dla życia Kościoła, dziś będziemy uroczyście promulgować. Dlatego nasz duch raduje się prawdziwą radością, bo w tym, co się wydarzyło, zauważamy szacunek dla właściwej skali wartości i obowiązków. Bóg musi zająć pierwsze miejsce; modlitwa do Niego jest naszym pierwszym obowiązkiem. Liturgia jest pierwszym źródłem komunii Bożej, w której Bóg dzieli się z nami swoim życiem. Jest to także pierwsza szkoła życia duchowego. Liturgia jest pierwszym darem, jaki musimy ofiarować ludowi chrześcijańskiemu zjednoczonemu z nami wiarą i żarliwością jego modlitwy. Jest to również główne zaproszenie dla rodzaju ludzkiego, aby wszyscy mogli teraz podnieść swoje nieme głosy w błogosławionej i szczerej modlitwie, a tym samym mogli doświadczyć tej nieopisanej, odradzającej mocy, którą można znaleźć, gdy przyłączą się do nas w głoszeniu chwały Bożej i nadziei ludzkie serca przez Jezusa Chrystusa i w Duchu Świętym.”[7]

  1. W tym liście nie mogę się z wami rozwodzić nad bogactwem różnych wyrażeń tego fragmentu, który polecam do waszej własnej medytacji. Jeśli liturgia jest „szczytem, do którego zmierza działalność Kościoła, i jednocześnie jest źródłem, z którego wypływa cała jego moc” (Sacrosanctum Concilium, 10), to dobrze możemy zrozumieć, na czym polega stawka kwestii liturgicznej. Trywialne byłoby odczytywać napięcia, niestety obecne wokół celebracji, jako zwykłą rozbieżność między różnymi gustami dotyczącymi określonej formy obrzędowej. Problematyka jest przede wszystkim eklezjologiczna. Nie rozumiem, jak można powiedzieć, że uznaje się ważność Soboru - choć zdumiewa mnie, że katolik może ośmielić się tego nie czynić - a jednocześnie nie zaakceptować reformy liturgicznej zrodzonej z Sacrosanctum Concilium, dokumentu, który wyraża rzeczywistość Liturgii ściśle związanej z wizją Kościoła, tak wspaniale opisaną w Lumen gentium. Z tego powodu, jak już wyraziłem się w liście do wszystkich biskupów, czułem za swój obowiązek stwierdzić, że „Księgi liturgiczne promulgowane przez świętych papieży Pawła VI i Jana Pawła II, zgodnie z dekretami Soboru Watykańskiego II, są jedynym wyrazem lex orandi Rytu Rzymskiego” (Motu Proprio Traditionis custodes, art. 1).Brak akceptacji reformy liturgicznej, a także jej powierzchowne rozumienie, odrywa nas od obowiązku znalezienia odpowiedzi na pytanie, do którego powracam: jak możemy wzrastać w naszej zdolności pełnego przeżywania czynności liturgicznej? Jak nadal pozwalać się zadziwiać tym, co dzieje się podczas celebracji na naszych oczach? Potrzebujemy poważnej i dynamicznej formacji liturgicznej.

  1. Wróćmy do Wieczernika w Jerozolimie. W poranek Pięćdziesiątnicy rodzi się Kościół, początkowa komórka nowej ludzkości. Tylko wspólnota mężczyzn i kobiet - pojednana, bo doznająca przebaczenia, żywa, bo On żyje, prawdziwa, bo zamieszkała przez Ducha Prawdy - może otworzyć ciasną przestrzeń duchowego indywidualizmu.

  1. To wspólnota Zesłania Ducha Świętego jest zdolna łamać Chleb mając pewność, że Pan jest żywy, zmartwychwstały, obecny ze swoim słowem, ze swoimi gestami, ze swoim ciałem i swoją krwią. Od tego momentu celebracja stała się uprzywilejowanym miejscem - choć nie jedynym - spotkania z Nim. Wiemy, że tylko dzięki łasce tego spotkania człowiek staje się w pełni człowiekiem. Tylko Kościół Pięćdziesiątnicy może pojąć człowieka jako osobę, otwartą na pełną relację z Bogiem, ze stworzeniem, z braćmi i siostrami.

  1. W tym stawia się decydujące pytanie o formację liturgiczną. Romano Guardini mówi: „Tutaj również wskazuje się pierwsze praktyczne zadanie: niesieni przez tę wewnętrzną przemianę naszych czasów, musimy na nowo nauczyć się, jak odnosić się religijnie - jako w pełni ludzie”[8]. To właśnie umożliwia nam liturgia. W tym celu musimy być uformowani. Guardini nie waha się oświadczyć, że bez formacji liturgicznej „rytualne i tekstowe reformy niewiele pomogą”[9]. Nie zamierzam tu omawiać w sposób wyczerpujący bardzo bogatego tematu formacji liturgicznej. Chcę tylko przedstawić kilka punktów wyjścia do refleksji. Myślę, że można wyróżnić dwa aspekty: formację do liturgii i formację przez liturgię. Jeden zależy od drugiego, oba są niezbędne.

  1. Trzeba było znaleźć i wciąż trzeba szukać kanałów dla formacji, jaką jest studium liturgii. Od początku ruchu liturgicznego zrobiono w tym zakresie wiele, z cennym wkładem uczonych i instytucji akademickich. Tym niemniej ważne jest, aby teraz tę wiedzę rozpowszechniać w przystępny sposób poza środowisko akademickie, aby każdy z wiernych mógł wzrastać w znajomości teologicznego sensu Liturgii. To jest decydujące pytanie, które uzasadnia każdy rodzaj zrozumienia i każdą praktykę liturgiczną. Ugruntowuje również samą celebrację, pomagając każdemu z osobna i wszystkim razem nabyć zdolność rozumienia tekstów euchologicznych, dynamiki rytuału i ich znaczenia antropologicznego.

  1. Myślę o regularnym rytmie naszych zgromadzeń, podczas których spotykamy się, aby celebrować Eucharystię w dzień Pański, niedziela po niedzieli, Wielkanoc po Wielkanocy, w szczególnych momentach życia każdej osoby i wspólnot, we wszystkich różnych epokach życia. Wyświęceni szafarze wykonują zadanie duszpasterskie o pierwszorzędnym znaczeniu, kiedy biorą za rękę ochrzczonych wiernych, aby wprowadzić ich w powtarzane doświadczenie tajemnicy paschalnej. Pamiętajmy zawsze, że to Kościół, Ciało Chrystusa, jest podmiotem celebrującym, a nie tylko kapłan. Wiedza płynąca ze studiów jest tylko pierwszym krokiem do wejścia w celebrowane misterium. Oczywiście, aby móc przewodzić braciom i siostrom, usługujący, którzy przewodniczą zgromadzeniu, muszą znać drogę, znać ją z przestudiowania jej na mapie swoich studiów teologicznych, ale także z uczęszczania na liturgię w rzeczywistej praktyce doświadczenia żywej wiary, karmionej modlitwą - i na pewno nie tylko jako obowiązek do wypełnienia. W dniu święceń każdy kapłan słyszy, jak biskup mówi do niego: „Rozważaj, co będziesz czynić, naśladuj to, czego będziesz dokonywać, i prowadź życie zgodne z tajemnicą Pańskiego krzyża”[10].

  1. Również plan studiów liturgicznych w seminariach musi uwzględniać niezwykłą zdolność, jaką sama celebracja ma do zaoferowania organicznej i jednolitej wizji całej wiedzy teologicznej. Każda dyscyplina teologiczna, każda z własnej perspektywy, musi ukazywać swój bliski związek z Liturgią, w świetle której jedność formacji kapłańskiej staje się jasna i urzeczywistniana (por. Sacrosanctum Concilium, 16). Liturgiczno-mądrościowy plan studiów nad formacją teologiczną seminariów z pewnością miałby pozytywny wpływ na działalność duszpasterską. Nie ma takiego aspektu życia kościelnego, który nie znalazłby swego szczytu i źródła w liturgii. Bardziej niż rezultatem rozbudowanych programów, wszechstronna, organiczna i zintegrowana praktyka duszpasterska jest konsekwencją umieszczenia niedzielnej Eucharystii, fundamentu komunii, w centrum życia wspólnoty. Teologiczne rozumienie Liturgii w żaden sposób nie pozwala, aby te słowa były rozumiane jako sprowadzające wszystko do aspektu kultu. Celebracja, która nie ewangelizuje, nie jest autentyczna, podobnie jak nie jest autentyczne przepowiadanie, które nie prowadzi w celebracji do spotkania ze zmartwychwstałym Panem. A potem oba te głosy, bez świadectwa miłosierdzia, są jak dźwięk głośnego dzwonu lub brzmiącego cymbału (1 Kor 13,1).

  1. Zarówno dla szafarzy, jak i dla wszystkich ochrzczonych, formacja liturgiczna w tym pierwszym znaczeniu nie jest czymś, co można osiągnąć raz na zawsze. Ponieważ dar sprawowanej tajemnicy przekracza nasze możliwości jej poznania, ten wysiłek z pewnością musi towarzyszyć ciągłej formacji wszystkich, z pokorą dziecka - postawą, która otwiera się na zachwyt.

  1. Ostatnia uwaga dotycząca seminariów: oprócz programu studiów muszą oferować także możliwość przeżycia celebracji, która jest nie tylko przykładna z rytualnego punktu widzenia, ale także autentyczna i żywa, pozwalająca żyć prawdziwą komunią z Bogiem, tą samą komunią, do której musi zmierzać wiedza teologiczna. Tylko działanie Ducha może doprowadzić do pełnego poznania tajemnicy Boga, ponieważ tajemnica Boga nie jest kwestią uchwyconą umysłowo, ale relacją, która dotyka całego życia. Takie doświadczenie ma fundamentalne znaczenie, aby klerycy, wyświęcani na kapłanów, mogli towarzyszyć wspólnotom na tej samej drodze poznania tajemnicy Boga, która jest tajemnicą miłości.

  1. Ta ostatnia uwaga prowadzi nas do refleksji nad drugim sensem, który możemy zrozumieć w wyrażeniu „formacja liturgiczna”. Odnoszę się do naszego formowania się, każdy według swojego powołania, udziałem w celebracji liturgicznej. Nawet wiedza pochodząca ze studiów, o której właśnie mówiłem, aby nie stała się rodzajem racjonalizmu, musi służyć urzeczywistnieniu formacyjnego działania samej Liturgii w każdym wierzącym w Chrystusa.

  1. Ze wszystkiego, co powiedzieliśmy o naturze Liturgii, wynika, że poznanie tajemnicy Chrystusa, decydującej kwestii naszego życia, nie polega na myślowym przyswojeniu sobie jakiejś idei, ale na realnym egzystencjalnym zaangażowaniu w Jego osobę. W tym sensie liturgia nie dotyczy „wiedzy”, a jej zakres nie jest przede wszystkim pedagogiczny, choć ma wielką wartość pedagogiczną (por. Sacrosanctum Concilium, 33). Liturgia jest raczej uwielbieniem, dziękczynieniem za Paschę Syna, którego moc dociera do naszego życia. Celebracja dotyczy rzeczywistości, w której jesteśmy posłuszni działaniu Ducha, który przez nią działa, aż Chrystus się w nas ukształtuje (Por. Ga 4,19). Pełnym zakresem naszej formacji jest nasze upodobnienie do Chrystusa. Powtarzam: nie chodzi o abstrakcyjny proces myślowy, ale o stawanie się Nim. W tym celu dany jest Duch, którego działaniem jest zawsze i wyłącznie urzeczywistnianie Ciała Chrystusa. Tak samo jest z Chlebem Eucharystycznym i z każdym ochrzczonym wezwanym do stawania się coraz bardziej tym, co otrzymał jako dar na chrzcie - mianowicie bycie członkiem Ciała Chrystusa. Leon Wielki pisze: „Nasz udział w Ciele i Krwi Chrystusa nie ma innego celu, jak tylko sprawić, abyśmy stali się tym, co jemy”[11].

  1. To egzystencjalne zaangażowanie odbywa się - w ciągłości i zgodnie z metodą Wcielenia - w sposób sakramentalny. Liturgia odbywa się za pomocą rzeczy, które są dokładnym przeciwieństwem duchowych abstrakcji: chleba, wina, oleju, wody, zapachów, ognia, popiołu, skały, tkanin, kolorów, ciała, słów, dźwięków, ciszy, gestów, przestrzeni, ruchu, działania, porządku, czasu, światła. Całe stworzenie jest manifestacją miłości Boga i odkąd ta miłość objawiła się w pełni w krzyżu Jezusa, całe stworzenie zostało do niej przyciągnięte. Zakłada się, że całe stworzenie ma służyć spotkaniu ze Słowem: wcielonym, ukrzyżowanym, umarłym, zmartwychwstałym, wniebowstąpionym do Ojca. Jest to tak, jak mówi modlitwa nad wodą przy chrzcielnicy, ale także modlitwa nad olejem na święte krzyżmo i modlitwa na ofiarowanie chleba i wina - wszystkich owoców ziemi i pracy rąk ludzkich.

  1. Liturgia oddaje chwałę Bogu nie dlatego, że możemy dodać coś do piękna niedostępnego światła, w którym mieszka Bóg (por. 1 Tm 6,16). Nie możemy też dodać do doskonałości anielskiej pieśni, która wiecznie rozbrzmiewa w miejscach niebieskich. Liturgia oddaje chwałę Bogu, ponieważ pozwala nam - tu na ziemi - widzieć Boga w celebracji tajemnic i ujrzeć Go czerpiąc życie z Jego Paschy. My, którzy umarliśmy przez nasze grzechy i zostaliśmy ponownie ożywieni z Chrystusem - jesteśmy chwałą Bożą. Dzięki łasce zostaliśmy zbawieni (Ef 2,5). Ireneusz, doctor unitatis, przypomina nam o tym: „Chwałą Boga jest człowiek żyjący, a życie człowieka polega na ujrzeniu Boga: jeśli objawienie Boga przez stworzenie już daje życie wszystkim istotom żyjącym na ziemi, to ile więcej wtedy objawienie się Ojca przez Słowo jest przyczyną życia dla tych, którzy widzą Boga”[12].

  1. Guardini pisze: „Tutaj zarysowuje się pierwsze zadanie pracy formacji liturgicznej: człowiek musi znów stać się zdolnym do symboli”[13]. Jest to odpowiedzialność za wszystkich, zarówno wyświęconych szafarzy, jak i wiernych. Zadanie nie jest łatwe, ponieważ współczesny człowiek stał się analfabetą, nie potrafi już czytać symboli; prawie tak, jakby ich istnienia nawet nie podejrzewano. Dzieje się tak również z symbolem naszego ciała. Nasze ciało jest symbolem, ponieważ jest intymnym połączeniem duszy i ciała; jest to widzialność duszy duchowej w porządku cielesnym; i na tym polega ludzka wyjątkowość, specyfika osoby nieredukowalna do jakiejkolwiek innej formy bytu żywego. Nasza otwartość na transcendentność, na Boga, konstytuuje nas. Nieuznanie tego prowadzi nas nieuchronnie nie tylko do nieznajomości Boga, ale także do nieznajomości siebie. Wystarczy spojrzeć na paradoksalny sposób, w jaki traktuje się ciało - w jednej chwili obsesyjnie pielęgnowane, inspirowane mitem wiecznej młodości, a w innym sprowadzając ciało do materialności, której odmawia się wszelkiej godności. Faktem jest, że nie można nadać wartości ciału, zaczynając od samego ciała. Każdy symbol jest jednocześnie potężny i delikatny. Jeśli nie jest szanowany, jeśli nie jest traktowany tak, powinien być, rozpada się, traci swoją moc, staje się nieistotny.

    Nie mamy już spojrzenia św. Franciszka, który spojrzał na słońce - które nazwał bratem, ponieważ tak je odczuwał - i zobaczył je piękne i promieniujące wielkim blaskiem i pełen podziwu śpiewał, że nosi podobieństwo do Ciebie, Najwyższy[14]. Utrata zdolności pojmowania symbolicznej wartości ciała i każdego stworzenia sprawia, że symboliczny język liturgii staje się prawie niedostępny dla współczesnej mentalności. A jednak nie może być mowy o wyrzeczeniu się takiego języka. Nie można się go wyrzec, ponieważ w taki sposób Trójca Święta postanowiła dotrzeć do nas przez ciało Słowa. Chodzi raczej o odzyskanie zdolności posługiwania się i rozumienia symboli liturgicznych. Nie wolno nam tracić nadziei, ponieważ ten wymiar w nas, jak już powiedziałem, jest konstytutywny; i pomimo zła materializmu i spirytualizmu - oba te negacje jedności duszy i ciała - zawsze jest gotowy do ponownego pojawienia się, jak każda prawda.

  1. Tak więc pytanie, które chcę postawić, brzmi: jak możemy ponownie stać się zdolni do symboli? Jak możemy znowu wiedzieć jak je czytać i móc nimi żyć? Dobrze wiemy, że sprawowanie sakramentów, z łaski Bożej, jest skuteczne samo w sobie (ex opere operato), ale nie gwarantuje to pełnego zaangażowania osób bez odpowiedniego ułożenia się w stosunku do języka celebracji. Symboliczne „czytanie” nie jest wiedzą mentalną, nie jest nabywaniem pojęć, ale jest raczej żywym doświadczeniem.

  1. Przede wszystkim musimy odzyskać zaufanie do stworzenia. Chcę powiedzieć, że rzeczy - sakramenty „są stworzone” z rzeczy - pochodzą od Boga. Do Niego są one skierowane i przez Niego zostały przyjęte i przyjęte w szczególny sposób we Wcieleniu, aby mogły stać się narzędziami zbawienia, nośnikami Ducha, kanałami łaski. Widać tu wyraźnie, jak ogromna jest odległość między tą wizją a wizją materialistyczną lub spirytualistyczną. Jeśli rzeczy stworzone są tak fundamentalną, istotną częścią sakramentalnego działania, które prowadzi do naszego zbawienia, to musimy patrzeć na nie ze świeżym, nie powierzchownym spojrzeniem, ale z szacunkiem i wdzięcznością. Rzeczy stworzone od samego początku zawierają ziarno uświęcającej łaski sakramentów.

  1. Wciąż zastanawiając się nad tym, jak liturgia nas kształtuje, kolejnym decydującym pytaniem jest wykształcenie niezbędne do zdobycia postawy wewnętrznej, która pozwoli nam używać i rozumieć symbole liturgiczne. Pozwolę sobie wyrazić to w prosty sposób. Mam na myśli rodziców, a może nawet bardziej dziadków, ale także naszych duszpasterzy i katechetów. Wielu z nas nauczyło się od nich mocy gestów liturgicznych, jak na przykład znaku krzyża, klękania, formuł naszej wiary. Być może nie mamy rzeczywistej pamięci takiej nauki, ale z łatwością możemy sobie wyobrazić gest większej dłoni, która bierze małą rączkę dziecka i towarzyszy jej powoli w kreśleniu po raz pierwszy znaku naszego zbawienia. Ruchowi towarzyszą słowa, które również wypowiadały się powoli, jakby chciały zawładnąć każdą chwilą gestu, zawładnąć całym ciałem: „W imię Ojca… i Syna… i Ducha Świętego …. Amen." A potem rączka dziecka zostaje sama, lecz obserwowana, jak sama to powtarza, z pomocą gotową w pobliżu, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. Ale ten gest jest teraz przekazany, jak nawyk, który będzie wzrastał wraz z Nim, nadając mu znaczenie, które zna tylko Duch. Od tej chwili ten gest, jego symboliczna siła, jest nasz, należy do nas; lub lepiej powiedzieć, że my należymy do niego. On daje nam formę. Jesteśmy przez to ukształtowani. Nie potrzeba tu wielu dyskursów. Nie trzeba rozumieć wszystkiego w tym geście. To, co jest potrzebne, to być pokornym, zarówno przy dawaniu, jak i otrzymywaniu. Reszta jest dziełem Ducha. W ten sposób zostajemy wtajemniczeni w język symboliczny. Na takie bogactwo nie stać nas samych. Dorastając będziemy mieli więcej możliwości zrozumienia, ale zawsze pod warunkiem, że pozostaniemy pokornymi.

    Ars celebrandi

  1. Jednym ze sposobów troszczenia się i wzrastania w żywym rozumieniu symboli liturgii jest z pewnością ars celebrandi, sztuka celebrowania. To wyrażenie również podlega różnym interpretacjom. Jego sens staje się jasny, jeśli odwołamy się do teologicznego sensu Liturgii opisanego w Sacrosanctum Concilium pkt 7, do którego już kilkakrotnie się odwoływałem. Ars celebrandi nie da się sprowadzić jedynie do mechanizmu rubrycznego, a tym bardziej nie powinno być uważane za wyobrażeniową - czasem dziką - kreatywność bez reguł. Obrzęd sam w sobie jest normą, która nigdy nie jest celem samym w sobie, ale zawsze służy wyższej rzeczywistości, którą ma chronić.

  1. Jak w każdej sztuce, ars celebrandi wymaga różnego rodzaju wiedzy. Przede wszystkim wymaga zrozumienia dynamizmu, który rozwija się w liturgii. Akcja celebracji jest miejscem, w którym poprzez wspomnienie uobecnia się tajemnica paschalna, aby ochrzczeni poprzez swój udział mogli ją doświadczyć we własnym życiu. Bez tego zrozumienia celebracja łatwo popada w zaabsorbowanie tym, co zewnętrzne (mniej lub bardziej wyrafinowane) lub w troskę tylko o rubryki (mniej lub bardziej sztywną).
    Następnie trzeba wiedzieć, jak Duch Święty działa w każdej celebracji. Sztuka celebrowania musi być w harmonii z działaniem Ducha. Tylko w ten sposób uwolni się od subiektywizmu, będącego owocem dominujących indywidualnych upodobań. Tylko w ten sposób uwolni się od inwazji elementów kulturowych, które są przyjmowane bez rozeznania i nie mają nic wspólnego z właściwym rozumieniem inkulturacji.
    Wreszcie konieczne jest zrozumienie dynamiki języka symbolicznego, jego specyfiki, jego skuteczności.

  1. Z tych krótkich wskazówek powinno jasno wynikać, że sztuka celebrowania nie jest czymś, co można improwizować. Jak każda sztuka, wymaga konsekwentnej aplikacji. Dla rzemieślnika wystarczy technika. Ale dla artysty oprócz wiedzy technicznej potrzebna jest też inspiracja, która jest pozytywną formą posiadania. Prawdziwy artysta nie posiada sztuki, lecz jest przez nią opętany. Sztuki świętowania nie uczy się uczęszczając na kurs wystąpień publicznych czy perswazyjnych technik komunikacji. (Nie oceniam intencji, tylko obserwuję efekty.) Każde narzędzie może być użyteczne, ale musi służyć naturze Liturgii i działaniu Ducha Świętego. Wymagane jest sumienne poświęcenie się celebracji, aby sama celebracja przekazała nam swoją sztukę. Guardini pisze: „Musimy zrozumieć, jak głęboko pozostajemy zakorzenieni w indywidualizmie i subiektywizmie, jak nie przywykliśmy do wymagań `wielkich` i jak małe są parametry naszego życia religijnego. Musimy odzyskać sens `wielkiego` stylu modlitwy, a także wolę egzystencjalną w modlitwie. Drogą do tego jest jednak dyscyplina, rezygnacja ze słabego sentymentalizmu; przez poważną pracę, wykonaną w posłuszeństwie Kościołowi, nad naszym bytem i postępowaniem religijnym.”[15] Tak uczy się sztuki celebrowania.

  2. Mówiąc o tej kwestii, jesteśmy skłonni myśleć o niej tylko w odniesieniu do wyświęconych usługujących pełniących posługę przewodniczenia. Ale w rzeczywistości jest to postawa, którą powinni żyć wszyscy ochrzczeni. Myślę o wszystkich gestach i słowach, które należą do zgromadzenia: zawiązanie wspólnoty, uważne chodzenie w procesji, siadanie, stanie, klęczenie, śpiewanie, milczenie, wypowiadanie aklamacji, patrzenie, słuchanie. Zgromadzenie jako jedno ciało uczestniczy w celebracji na wiele sposobów (Ne 8,1). Wszyscy robią razem ten sam gest, wszyscy mówią jednym głosem - to przekazuje każdej osobie energię całego zgromadzenia. Jest to uniformizacja, która nie tylko nie zagłusza, ale wręcz przeciwnie, kształci poszczególnych wierzących do odkrywania autentycznej wyjątkowości ich osobowości - nie w postawach indywidualistycznych, ale w świadomości bycia jednym ciałem. Nie chodzi o przestrzeganie księgi etykiety liturgicznej. Jest to raczej „dyscyplina” - w sposób, o którym mówił Guardini - która, jeśli jest przestrzegana w sposób autentyczny, kształtuje nas. Są to gesty i słowa, które porządkują nasz wewnętrzny świat, sprawiając, że przeżywamy określone uczucia, postawy, zachowania. Nie są one wyjaśnieniem ideału, którym pragniemy się zainspirować, ale raczej działaniem, które angażuje ciało w całości, to znaczy w stawanie się jednością ciała i duszy.

  1. Wśród aktów rytualnych należących do całego zgromadzenia milczenie zajmuje miejsce absolutne. Wiele razy jest to wyraźnie określone w rubrykach. Cała celebracja eucharystyczna pogrążona jest w ciszy poprzedzającej jej początek i wyznaczającej każdy moment jej rytuału. Jest ona bowiem obecna w akcie pokutnym, po wezwaniu „Módlmy się”, w Liturgii Słowa (przed czytaniami, między czytaniami i po homilii), w modlitwie eucharystycznej, po Komunii[16]. Taka cisza nie jest wewnętrzną przystanią, w której można ukryć się w jakiejś intymnej izolacji, tak jakby pozostawić za sobą rytualną formę jako rozproszenie. Taka cisza przeczyłaby samej istocie celebracji. Milczenie liturgiczne jest czymś znacznie wspanialszym: jest symbolem obecności i działania Ducha Świętego, który ożywia całą akcję celebracji. Z tego powodu stanowi punkt dojścia w ciągu liturgicznym. Właśnie dlatego, że jest symbolem Ducha, ma moc wyrażania wieloaspektowego działania Ducha. W ten sposób, powracając do momentów, o których przed chwilą wspomniałem, milczenie przenosi nas do żalu za grzechy i pragnienia nawrócenia. Rozbudza gotowość do słuchania Słowa i rozbudza modlitwę. Przygotowuje nas do adoracji Ciała i Krwi Chrystusa. Podpowiada każdemu, w intymności komunii, co Duch miałby uczynić w naszym życiu, aby upodobnić nas do łamanego Chleba. Z tych wszystkich powodów jesteśmy wezwani do wykonania z niezwykłą starannością symbolicznego gestu milczenia. Przez nią Duch nadaje nam kształt, nadaje nam formę.

  1. Każdy gest i każde słowo zawiera precyzyjne działanie, które jest zawsze nowe, ponieważ spotyka się z zawsze nowym momentem w naszym życiu. Wyjaśnię o co mi chodzi na prostym przykładzie. Klękamy, by prosić o przebaczenie, zginać naszą dumę, oddać Bogu nasze łzy, błagać o Jego interwencję, dziękować Mu za otrzymany dar. Jest to zawsze ten sam gest, który w istocie deklaruje, że jesteśmy mali w obecności Boga. Niemniej jednak, dokonywany w różnych momentach naszego życia, kształtuje naszą wewnętrzną głębię, a następnie objawia się na zewnątrz w naszej relacji z Bogiem i naszymi braćmi i siostrami. Również klękanie powinno odbywać się ze sztuką, to znaczy z pełną świadomością jego symbolicznego sensu i potrzeby, jaką posiadamy w tym geście, aby wyrazić nasz sposób bycia w obecności Pana. A jeśli to wszystko jest prawdą w przypadku tego prostego gestu, o ileż bardziej będzie to celebracja Słowa? Ach, do jakiej sztuki jesteśmy wezwani w nauce głoszenia Słowa, do słuchania go, do tego, by inspirowało naszą modlitwę, do tego, by stało się naszym życiem? Wszystko to zasługuje na szczególną uwagę - nie formalną lub tylko zewnętrzną, ale żywą i wewnętrzną - aby każdy gest i każde słowo celebracji wyrażone „sztuką” kształtowały chrześcijańską osobowość każdego człowieka i wspólnoty.

  1. Jeśli prawdą jest, że ars celebrandi jest wymagane od całego zgromadzenia, które celebruje, to jest również prawdą, że wyświęceni usługujący muszą się o to szczególnie troszczyć. Odwiedzając wspólnoty chrześcijańskie zauważyłem, że ich sposób przeżywania celebracji liturgicznej jest warunkowany - na dobre lub niestety na gorsze - od sposobu, w jaki ich proboszcz przewodniczy zgromadzeniu. Można powiedzieć, że istnieją różne „modele” przewodniczenia. Oto możliwa lista podejść, które, choć przeciwstawne, charakteryzują sposób przewodniczenia, który jest z pewnością nieadekwatny: sztywna surowość lub irytująca kreatywność, uduchowiony mistycyzm lub praktyczny funkcjonalizm, pośpieszna rześkość lub przesadzona powolność, niechlujna beztroska lub nadmierna wybredność, przesadna życzliwość lub kapłańska niecierpliwość. Biorąc pod uwagę szeroki zakres tych przykładów, uważam, że nieadekwatność tych modeli przewodniczenia ma wspólne źródło: podwyższony personalizm stylu celebrowania, który czasami wyraża słabo skrywaną manię bycia w centrum uwagi. Często staje się to bardziej widoczne, gdy nasze celebracje są transmitowane drogą radiową lub online, co nie zawsze jest stosowne i wymaga dalszej refleksji. Upewnij się, że mnie rozumiesz: nie są to najbardziej rozpowszechnione zachowania, ale i tak nierzadko zgromadzenia zawierają takie nadużycia.

  1. Byłoby znacznie więcej do powiedzenia na temat znaczenia przewodniczenia i wymaganej troski. Przy różnych okazjach zajmowałem się wymagającym obowiązkiem głoszenia homilii[17]. W tym miejscu ograniczę się do kilku innych ogólnych rozważań, zawsze chcąc wraz z wami zastanowić się nad tym, jak jesteśmy kształtowani przez liturgię. Myślę o regularnym rytmie niedzielnej Mszy św. w naszych wspólnotach, dlatego zwracam się do księży, ale pośrednio do wszystkich wyświęconych usługujących.

  1. Kapłan przeżywa swój charakterystyczny udział w celebracji na mocy daru otrzymanego w sakramencie święceń, a wyraża się to właśnie w przewodniczeniu. Jak wszystkie role, do których jest powołany, nie jest to przede wszystkim obowiązek wyznaczony mu przez wspólnotę, ale raczej konsekwencja wylania Ducha Świętego otrzymanego podczas święceń, który wyposaża go do takiego zadania. Kapłana formuje także przewodniczenie celebrowanemu zgromadzeniu.

  1. Aby ta służba była dobrze wykonana - rzeczywiście ze sztuką! - fundamentalne znaczenie ma to, aby kapłan miał głęboką świadomość bycia, dzięki Bożemu miłosierdziu, szczególną obecnością zmartwychwstałego Pana. Wyświęcony sługa sam jest jednym z typów obecności Pana, które czynią zgromadzenie chrześcijańskie wyjątkowym, różniącym się od każdego innego zgromadzenia (por. Sacrosanctum Concilium, 7). Fakt ten nadaje wagę „sakramentalną” (w szerokim znaczeniu) wszystkim gestom i słowom przewodniczącego. Zgromadzenie ma prawo odczuć w tych gestach i słowach pragnienie, jakie Pan ma dziś, podobnie jak podczas Ostatniej Wieczerzy, aby spożyć Paschę z nami. Tak więc w wiodącej roli jest Zmartwychwstały Pan, a nie nasze własne niedojrzałości, przyjmujące role i zachowania, które po prostu nie są odpowiednie. Sam kapłan powinien być owładnięty tym pragnieniem komunii, jakie Pan ma z każdą osobą. To tak, jakby znalazł się pośrodku między rozpalonym sercem miłości Jezusa a sercem każdego z wiernych, które jest przedmiotem miłości Pana. Przewodnictwo Eucharystii oznacza zanurzenie się w piecu Bożej miłości. Kiedy dane nam jest zrozumieć tę rzeczywistość, a nawet po prostu coś z niej wyczuć, z pewnością nie potrzebujemy już Dyrektorium, które narzucałoby właściwe zachowanie. Jeśli tego potrzebujemy, to z powodu zatwardziałości naszych serc. Najwyższą normą, a zatem najbardziej wymagającą, jest sama rzeczywistość celebracji eucharystycznej, która dobiera słowa, gesty, uczucia, które pozwolą nam zrozumieć, czy ich użycie znajduje się na poziomie rzeczywistości, której służą. To oczywiste, że nie można tego improwizować. To sztuka. Wymaga to zastosowania ze strony kapłana, wytrwałego pielęgnowania ognia miłości Pana, który przyszedł rozpalić na ziemi (Łk 12,49).

  1. Kiedy pierwsza wspólnota łamała chleb w posłuszeństwie poleceniu Pana, czyniła to pod okiem Maryi, która towarzyszyła pierwszym krokom Kościoła: „Wszyscy oni trwali jednomyślnie na modlitwie razem z niewiastami, Maryją, Matką Jezusa” (Dz 1,14). Dziewica Matka „strzeże” gestów swego Syna, powierzonych Apostołom. Tak jak ochroniła w swoim łonie Słowo, które stało się ciałem po otrzymaniu słów anioła Gabriela, tak też w łonie Kościoła chroni ponownie te gesty, które tworzą ciało Jej Syna. Kapłan, który powtarza te gesty na mocy daru otrzymanego w sakramencie święceń, sam jest chroniony w łonie Dziewicy. Czy naprawdę potrzebujemy tutaj reguły, która mówi nam, jak powinniśmy postępować?

  1. Stając się narzędziami rozpalania ognia miłości Pana na ziemi, chronionymi w łonie Maryi, Dziewica sprawiła, że kapłani Kościoła (jak śpiewał o niej św. Franciszek) pozwalają Duchowi Świętemu działać nad nimi, aby dokończył dzieło rozpoczęte w czasie ich święceń. Działanie Ducha daje im możliwość sprawowania posługi przewodniczenia zgromadzeniu eucharystycznemu z bojaźnią Piotra, świadomego tego, że jest grzesznikiem (Łk 5,1-11), z potężną pokorą cierpiącego sługi (por. Iz 42-43), z pragnieniem „bycia spożywanym” przez lud, który im powierzono w codziennej posłudze.

  1. To właśnie celebracja kształci kapłana do tego poziomu i jakości przewodniczenia. Nie jest to, powtarzam, adhezja mentalna, nawet jeśli cały nasz umysł i cała nasza wrażliwość muszą być w to zaangażowane. Kapłan jest więc formowany przez przewodniczenie słowami i gestami, które liturgia umieszcza na jego ustach i dłoniach. Nie zasiada na tronie[18], ponieważ Pan króluje z pokorą tego, kto służy. Nie odwraca uwagi od centralności ołtarza, znaku Chrystusa, z którego przebitego boku popłynęła krew i woda, przez które zostały ustanowione sakramenty Kościoła i ośrodek naszej chwały i dziękczynienia[19].

    Zbliżając się do ołtarza, aby złożyć ofiarę, kapłan jest wychowywany do pokory i skruchy słowami: „Przyjmij nas, Panie, stojących przed Tobą w duchu pokory i z sercem skruszonym; niech nasza ofiara tak się dzisiaj dokona przed Tobą, Panie Boże, aby się Tobie podobała”[20]. Nie może polegać na sobie w powierzonej mu posłudze, ponieważ liturgia wzywa go do modlitwy o oczyszczenie przez znak wody, gdy mówi: „Obmyj mnie, Panie, z mojej winy i oczyść mnie z grzechu mojego”[21].
    Słowa, które liturgia nakłada na jego usta, mają różną treść, wymagającą określonej tonacji. Ważność takich słów wymaga od kapłana prawdziwego ars dicendi. Nadają one kształt i formę jego wewnętrznym uczuciom, w jednej chwili w błaganiu Ojca w imieniu zgromadzenia, w innym w napomnieniu skierowanym do zgromadzenia, w innym przez aklamację - jednym głosem z całym zgromadzeniem.
    W modlitwie eucharystycznej - w której uczestniczą także wszyscy ochrzczeni, słuchając z czcią i w milczeniu, odpowiadając w aklamacjach[22] - przewodniczący ma siłę w imieniu całego Ludu świętego, aby wspominać przed Ojcem Ofiarę Jego Syna podczas Ostatniej Wieczerzy, aby ten ogromny dar mógł być na nowo obecny na ołtarzu. W tej ofierze uczestniczy wraz z ofiarą samego siebie. Kapłan nie może opowiadać Ojcu Ostatniej Wieczerzy, nie stając się jej uczestnikiem. Nie może powiedzieć: „Bierzcie i jedzcie z tego, to jest Ciało moje, które za was będzie wydane”, i nie żyć tym samym pragnieniem ofiarowania własnego ciała, własnego życia za powierzony mu lud. Tak ma się dziać w wykonywaniu jego posługi.
    Z powodu tego wszystkiego i z powodu wielu innych kwestii kapłan jest nieustannie formowany przez czynność celebracji.

    * * *

  1. W tym liście chciałem po prostu podzielić się kilkoma refleksjami, które z pewnością nie wyczerpują ogromnego skarbu celebracji świętych tajemnic. Proszę wszystkich biskupów, księży i diakonów, formatorów seminariów duchownych, wykładowców na wydziałach teologicznych i szkołach teologicznych oraz wszystkich katechetów, aby pomogli Świętemu Ludowi Bożemu czerpać z tego, co jest pierwszym źródłem duchowości chrześcijańskiej. Jesteśmy nieustannie wezwani do odkrywania na nowo bogactwa zasad ogólnych, wyeksponowanych w pierwszych numerach Sacrosanctum Concilium, dostrzegając ścisły związek między tą pierwszą soborową konstytucją a wszystkimi innymi. Z tego powodu nie możemy wrócić do tej formy rytu, którą ojcowie soborowi, cum Petro et sub Petro, odczuwając potrzebę reformy, aprobowali pod przewodnictwem Ducha Świętego i kierując się pasterskim sumieniem. Święci papieże św. Paweł VI i św. Jan Paweł II, zatwierdzając zreformowane księgi liturgiczne ex decreto Sacrosancti Œcumenici Concilii Vaticani II, zagwarantowali wierność reformie Soboru. Z tego powodu napisałem Traditionis custodes, aby Kościół, w tak wielu językach, wzniósł jedną i tę samą modlitwę, zdolną wyrazić swoją jedność[23].
    Jak już pisałem, pragnę, aby ta jedność została przywrócona w całym Kościele obrządku rzymskiego.

  1. Chciałbym, aby ten list pomógł nam rozpalić nasze zdumienie pięknem prawdy celebracji chrześcijańskiej, przypomnieć nam o konieczności autentycznej formacji liturgicznej i uznać wagę sztuki celebracji, która jest w służbie prawdy tajemnicy paschalnej i o udziale w niej wszystkich ochrzczonych, każdego według własnego powołania.
    Całe to bogactwo nie jest daleko od nas. Jest w naszych kościołach, w naszych chrześcijańskich świętach, w centrum Dnia Pańskiego, w mocy sprawowanych przez nas sakramentów. Życie chrześcijańskie jest nieustanną drogą wzrostu. Jesteśmy wezwani do kształtowania się w radości i komunii.

  1. W tym celu pragnę pozostawić wam jeszcze jedną wskazówkę do postępowania na naszej drodze. Zapraszam do ponownego odkrycia znaczenia roku liturgicznego i Dnia Pańskiego. Oba zostały nam również pozostawione przez Sobór (por. Sacrosanctum Concilium, 102-111).

  1. W świetle tego wszystkiego, co powiedzieliśmy powyżej, widzimy, że rok liturgiczny jest dla nas możliwością wzrastania w poznaniu tajemnicy Chrystusa, zanurzeniu naszego życia w tajemnicy Jego Śmierci i Zmartwychwstaniu, oczekiwaniu na Jego powrót w chwale. To jest prawdziwa, ciągła formacja. Nasze życie nie jest przypadkowym, chaotycznym ciągiem wydarzeń, następujących po sobie. Jest to raczej dokładna trasa, która od jednej dorocznej celebracji Jego Śmierci i Zmartwychwstania do następnej, upodabnia nas do Niego, oczekując błogosławionej nadziei i przyjścia naszego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa[24].

  2. W miarę upływu czasu odnowionego przez tajemnicę Jego Śmierci i Zmartwychwstania, Kościół co ósmy dzień celebruje w dniu Pańskim wydarzenie naszego zbawienia. Niedziela, zanim stanie się przykazaniem, jest darem, który Bóg daje dla swojego ludu; i dlatego Kościół strzeże go nakazem. Celebracja niedzielna daje wspólnocie chrześcijańskiej możliwość formowania się przez Eucharystię. Od niedzieli do niedzieli słowo Zmartwychwstałego oświetla naszą egzystencję, chcąc osiągnąć w nas cel, dla którego zostało posłane (por. Iz 55,10-11). Od niedzieli do niedzieli komunia Ciała i Krwi Chrystusa pragnie uczynić także z naszego życia ofiarę przyjemną Ojcu, w braterskiej komunii dzielenia się, gościnności, służby. Od niedzieli do niedzieli energia łamanego Chleba podtrzymuje nas w głoszeniu Ewangelii, w której ukazuje się autentyczność naszej celebracji.

    Porzućmy nasze polemiki, aby wspólnie słuchać tego, co Duch mówi do Kościoła. Strzeżmy naszej komunii. Nie przestawajmy zachwycać się pięknem Liturgii. Tajemnica paschalna została nam przekazana. Pozwólmy się ogarnąć pragnieniem, aby Pan nadal mógł spożywać z nami swoją Paschę. Wszystko to pod okiem Maryi, Matki Kościoła.

Dan w Rzymie, u św. Jana na Lateranie, dnia 29 czerwca, w uroczystość Świętych
Apostołów Piotra i Pawła roku 2022, dziesiątego roku mojego pontyfikatu.

Franciszek

Niech wszystkich ogarnie strach,
niech cały świat zadrży, a niebiosa niech się radują
kiedy Chrystus, Syn Boga żywego,
jest obecny na ołtarzu w rękach kapłana!
O cudowna wzniosłość i zdumiewająca godność!
O wzniosła pokora! O pokorna wzniosłość!
Pan wszechświata, Bóg i Syn Boży,
tak się upokorzył, że dla naszego zbawienia
ukrywa się pod zwykłym kawałkiem chleba!
Bracia, spójrzcie na pokorę Boga,
i wylejcie przed Nim wasze serca!
Ukorzcie się, abyście byli przez Niego wywyższeni!
Nic z siebie nie zatrzymuj dla siebie,
aby Ten, który oddaje się tobie całkowicie, mógł cię całkowicie przyjąć!

Święty Franciszek z Asyżu
List do całego Zakonu II, 26-29

 Źródło: https://www.koszalinoaza.pl/