Z Ewangelii wg św. Mateusza
Jezus, wychodząc z Kafarnaum, ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: "Pójdź za Mną!" A on wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to faryzeusze, mówili do Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: "Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary". Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.
Rozważanie
Mateusz siedzi przy komorze celnej.
Dla ludzi jest człowiekiem straconym.
Zdrajcą.
Grzesznikiem.
Kimś, kogo lepiej omijać.
Nikt nie widzi w nim ucznia.
Nikt nie widzi w nim świętego.
Nikt nie przypuszcza, że za chwilę jego życie zmieni się na zawsze.
Przechodzi Jezus.
Patrzy na niego.
I mówi tylko dwa słowa:
„Pójdź za Mną.”
To zdumiewające.
Jezus nie wygłasza kazania.
Nie przypomina mu błędów.
Nie pyta, czy już wszystko naprawił.
Po prostu zaprasza.
Jakby widział w Mateuszu coś, czego on sam jeszcze nie potrafił zobaczyć.
Bo Bóg patrzy inaczej niż człowiek.
My widzimy przeszłość.
Bóg widzi przyszłość.
My widzimy grzech.
Bóg widzi serce, które może zostać przemienione.
I może właśnie dlatego Ewangelia jest tak trudna.
Bo my często myślimy, że najpierw trzeba się zmienić, a dopiero potem przyjść do Boga.
Najpierw uporządkować życie.
Pokonać słabości.
Naprawić wszystko.
A Jezus robi odwrotnie.
Najpierw mówi:
„Pójdź za Mną.”
A dopiero potem zaczyna przemieniać człowieka.
Mateusz nie słyszy:
„Wróć, gdy będziesz lepszy.”
Słyszy:
„Chodź.”
I wstaje.
To jedno z najpiękniejszych zdań w Ewangelii.
Bez dyskusji.
Bez negocjacji.
Bez tłumaczenia.
Po prostu wstaje.
Bo są takie momenty, kiedy człowiek nagle odkrywa, że jest bardziej kochany niż osądzany.
I to zmienia wszystko.
Potem Jezus siada do stołu z celnikami i grzesznikami.
Faryzeusze są zgorszeni.
Bo ich zdaniem Bóg powinien trzymać się z dala od takich ludzi.
A Jezus odpowiada słowami, które powinny poruszyć każdego z nas:
„Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają.”
To nie jest pochwała grzechu.
To objawienie serca Boga.
Bóg nie odsuwa się od człowieka dlatego, że ten upadł.
Przeciwnie.
Im większa rana, tym bardziej chce być blisko.
Dlatego Jezus mówi:
„Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.”
Nie dlatego, że jedni są dobrzy, a drudzy źli.
Ale dlatego, że tylko człowiek, który uzna swoją biedę, pozwoli się uratować.
Największą przeszkodą w spotkaniu z Bogiem nie jest grzech.
Jest nią przekonanie, że Go nie potrzebuję.
Mateusz nie był człowiekiem bez grzechu.
Był człowiekiem, który pozwolił się odnaleźć.
Bo miłosierdzie nie zaczyna się tam, gdzie człowiek jest doskonały.
Miłosierdzie zaczyna się tam, gdzie człowiek pozwala się kochać.
Może właśnie dlatego historia Mateusza tak bardzo przypomina naszą własną.
Jezus nie przyszedł szukać ludzi idealnych.
Przyszedł szukać ludzi, którzy pozwolą Mu wejść w swoje życie.
Takich jak Mateusz.
Takich jak my.
Klara Zawadzka
