Z Ewangelii wg św. Jana (Wigilijna)
W ostatnim, najbardziej uroczystym dniu Święta Namiotów Jezus wstał i zawołał donośnym głosem:
«Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Rzeki wody żywej popłyną z jego wnętrza».
A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego; Duch bowiem jeszcze nie był dany, ponieważ Jezus nie został jeszcze uwielbiony.
Rozważanie
W ostatnim dniu święta Jezus staje pośród tłumu i woła:
„Jeśli ktoś jest spragniony - niech przyjdzie do Mnie i pije.”
Woła.
Nie mówi cicho.
Jakby wiedział, że człowiek jest dziś tak zagłuszony,
że do jego serca trzeba krzyczeć.
I niezwykłe jest to,
że Jezus nie woła ludzi idealnych.
Nie szuka tych, którzy wszystko mają poukładane.
Woła spragnionych.
Czyli ludzi zmęczonych.
Pogubionych.
Takich, którzy noszą w sobie pustkę, choć często dobrze ją ukrywają.
Bo można mieć pełne życie…
i puste serce.
Można się uśmiechać.
Pracować.
Spotykać z ludźmi.
Nawet się modlić.
A jednak gdzieś głęboko w środku ciągle czuć,
że czegoś brakuje.
I człowiek próbuje tę pustkę zagłuszyć.
Relacją.
Pracą.
Telefonem.
Hałasem.
Ciągłym ruchem.
Przez chwilę wydaje się, że już jest lepiej.
Ale pustka wraca.
Bo są w człowieku miejsca,
których nic stworzonego nie potrafi wypełnić.
Dlatego Jezus nie mówi dziś:
„musisz bardziej się postarać.”
Nie mówi:
„najpierw napraw swoje życie.”
Mówi tylko:
„Przyjdź do Mnie.”
To bardzo ważne.
Bo chrześcijaństwo nie polega na tym,
że człowiek sam siebie zbawi albo naprawi.
Ewangelista dodaje:
„A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego.”
Czyli Jezus nie obiecuje chwilowej ulgi.
Obiecuje Ducha Świętego.
A Duch Święty nie jest dodatkiem do życia chrześcijańskiego.
On jest życiem Boga w człowieku.
Bez Niego człowiek wcześniej czy później wysycha.
Nawet jeśli z zewnątrz wszystko wygląda dobrze.
Dlatego Jezus mówi jeszcze mocniej:
„Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza.”
Nie kropla.
Nie chwilowe emocje.
Strumienie.
To obietnica życia, które nie kończy się wtedy,
gdy kończą się siły człowieka.
Bo Duch Święty przychodzi nie tylko po to,
żeby człowieka pocieszyć.
Przychodzi, żeby go ożywić.
I może właśnie dlatego tak wielu ludzi jest dziś wewnętrznie zmęczonych.
Bo próbują żyć bez źródła.
A Jezus dalej stoi pośród tego świata i woła:
„Jeśli ktoś jest spragniony - niech przyjdzie do Mnie.”
Nie jutro.
Nie wtedy, gdy wszystko sobie poukłada.
Teraz.
Bo człowiek nie został stworzony tylko do przetrwania.
Został stworzony po to,
by żyć Bogiem.
Klara Zawadzka
